To, co w życiu najcenniejsze, pochodzi z natury, ma z nią nierozerwalny związek: woda, pokarm, promienie słońca, powietrze, bliskość drugiej osoby.
Pierwiastki i żywioły krążą i przenikają się jeden z drugim. Rośliny owocują i obumierają, by dać nowe życie. Cykliczność, równowaga i przemijanie towarzyszą każdemu organizmowi na tej planecie. To esencja bycia.
Ale dziś zatraciliśmy się w nadmiarze. Mamy za dużo bodźców, przedmiotów i zmartwień. Skupiamy się na tym, co ma iluzoryczną wartość wykreowaną przez speców od marketingu i promocji. Ulegamy złudzeniu wiecznej młodości, produktywności i multitaskingu. Chcemy więcej, szybciej i na już. Zatraciliśmy balans.
Żyjemy z dnia na dzień – zabiegani i zanurzeni w rutynie, w ciągłym kołowrotku zdarzeń, projektów i niezrealizowanych celów. Zawsze jesteśmy „gdzieś”, za chwilę, w następnym zadaniu, w przyszłości. Nigdy „teraz”, w ciszy i w skupieniu.
Wiemy wszystko, mamy wszystko, już nic nas nie dziwi
Nuda to stan, na który reagujemy alergią. W naszych żyłach płynie dopamina. Kochamy ją, a ona nasyca nasze życie sensem. W każdej chwili możemy wyciągnąć świat z kieszeni i gdy dopada nas codzienność, zafundować sobie kolejny silikonowy zastrzyk. Odpływamy od „tu i teraz”, zanurzamy się w „lepszym” życiu. Życiu innych ludzi.
Time to put the silicon obsession down
Take a look around
Find a way in the silence
Lie supine away with your back to the ground
Dis- and re-connect to the resonance now
You were never an island
Unique
Voice among the many
In this choir
Tuning
Into each other
Lift all higher
— Disillusioned, A Perfect Circle
A gdyby zamiast porannej ekspozycji na niebieskie światło smartfona wystawić się na promienie budzącego się słońca?
A gdyby zamiast zanurzenia w strumieniu newsów, clickbaitów i postów o kaloryczności cukrowej waty nasycić się wpierw wodą i świadomym oddechem?
A gdyby nie zasypiać ze strachem, że jutro znowu obudzimy się w życiu, od którego chcemy odwracać się twarzą?
Naiwne? Dziecinne? Płytkie?

A może raczej bezcenne? Przynależne każdej i każdemu z nas? Ludzkie?
Może takie, jakie było kiedyś, u podstaw, gdy pamiętaliśmy, że wszystko, co najcenniejsze, bierze się z natury, z rzeczy pozornie nieistotnych. Z tych, obok których w natłoku obowiązków i pilnych spraw najłatwiej przejść obok, które łatwo odłożyć na później, na „za chwilę”.
- Właściwe odżywienie i nawodnienie organizmu.
- Odpowiednia regeneracja, sen i odpoczynek.
- Praca nad własną odpornością.
- Ruch i sprawność fizyczna.
- Optymalny poziom energii.
- Świadome bycie.
Czy te rzeczy też nazwiemy naiwnymi? Czy one też są dziecinne?
Nie jest prosto o nie zadbać. Łatwo je zdyskredytować i prześmiać, odłożyć na później. Szczególnie, gdy wkraczamy w dorosłość, gdy zaczynamy ścigać się na osiągnięcia, tytuły i projekty, a naszym dniem zaczynają rządzić kalendarze innych osób. Wtedy najczęściej zaczyna szwankować nam zdrowie, wtedy najłatwiej sięgnąć po jedzenie, które jedzeniem jest tylko z nazwy. To w takich momentach stres zżera nas od środka, jelita tracą sprawność, pogarsza się stan skóry, a spadki energii nie pozwalają być w pełni sobą.
Tymczasem, by sprawnie działać, nasz organizm nie potrzebuje -nastej filiżanki kawy, ani farmaceutycznego kopa w postaci syntetycznych medykamentów lub używek. Organizm potrzebuje uwagi i skupienia. Chce, żeby traktować go z szacunkiem i rozwagą. Niezbędne mu są zdrowe przyzwyczajenia.
Zanim więc dzień zacznie nieubłaganie nabierać pędu i gnać na skręcenie karku, choć na chwilę skupmy się na sobie, wsłuchajmy się w prawdziwe potrzeby ciała. Zbudujmy rytuał, który nada dniu ramy, który ofiaruje nam poczucie sprawczości i krok po kroku pozwoli wrócić organizmowi do równowagi.
Poranek to najlepszy moment, by zacząć wszystko od nowa. By wejść w dzień świadomie i z własną intencją.
Zacznij od nawodnienia.
Zacznij od 8 kropel.
Jeśli chcesz – zacznij do Alcaliny.